Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Rozczarowanie

Odsłony: 20761

Gdy o 14:05 na murawie stadionu „Kuźniczka” rozbrzmiał pierwszy gwizdek pucharowego hitu Opolszczyzny, pewnie żaden z licznej grupy kibiców Startu nie spodziewał

się, że w drogę powrotną wybierać się będzie w minorowym nastroju. Nasi fani liczyli na sukces, a przynajmniej rywalizację o awans do ostatnich minut meczu. Tymczasem scenariusz spotkania już po 45 minutach postawił ich nadzieje pod ścianą. Suchy wynik wskazywałby, że była to ściana płaczu. Uważni obserwatorzy zawodów podkreślali jednak, że dla IV-ligowego Chemika nie były to zawody tak lekkie, łatwe i przyjemne, jak wskazywałby końcowy wynik. W sobotę kędzierzynianie byli do bólu skuteczni. Tak w kasowaniu ofensywnych zapędów grających ligę wyżej gości, jak przede wszystkim skutecznym finalizowaniu wyprowadzanych przez siebie kontrataków. Problem namysłowian polegał natomiast na tym, że ich ofensywne starania były i owszem, sporymi fragmentami zdecydowane, nie przyniosły jednak żadnego efektu bramkowego. Gry swoich podopiecznych (szczególnie w I połowie) trener Kowalczyk na pewno nie musiał się wstydzić.

Premierowe 10 minut upłynęło dosyć spokojnie, choć już wtedy częściej przy piłce znajdowali się grający z wiatrem namysłowianie. W 10’ rzut wolny na 30-tym metrze otrzymali goście, jednak uderzenie po ziemi Samborskiego w bezpiecznej odległości minęło lewy słupek (patrząc od strony egzekutora) bramki strzeżonej przez Olszewskiego. Niebawem (12’) lewą stroną odważnie w szesnastkę wszedł Kamil Błach. Jeden z bliźniaków umiejętnym zwodem oszukał dwóch rywali, lecz zatrzymał się na trzecim. Minutę później (13’) namysłowianie objęli prowadzenie, które arbiter główny anulował z do spółki z liniowym sygnalizującym spalonego. Wtedy to kapitalną piłkę ze strefy obronnej posłał prawą stroną Krystian Błach. Ta trafiła do Jordana, który podciągnął z nią kilkanaście metrów i ostro dośrodkował przed bramkę. Tam stopera Chemika uprzedził Samborski i głową wpakował futbolówkę do siatki. Niestety, bramka nie została uznana, choć z perspektywy trybun trudno było mówić o ofsajdzie. Skonsternowani namysłowianie pozwolili miejscowym na szybkie wznowienie gry i kilkanaście sekund później Chemik odpowiedział golem. Dobre zagranie trafiło do Chojnowskiego, który strzałem z 17-tu metrów dał swojej drużynie prowadzenie.

Nasz zespół mógł odpowiedzieć już w 15’, gdy po krótkiej wymianie piłki przed polem karnym rywali, prostopadłe zagranie Kamila Błacha trafiło pod nogi Bonara. „Boni” znalazł się przed bramkarzem, lecz mimo dobrej okazji miał za mało miejsca, aby go wyprowadzić w pole. Po trzech minutach (18’) licznie zgromadzonym kibicom kolejną „ruletę” zaprezentował Kamil Błach. Nasz skrzydłowy zwiódł na lewej flance bocznego defensora, lecz jego strzał po długim słupku ostatecznie poszybował nad poprzeczką. Start za wszelką cenę chciał odrobić stratę i pewnie dlatego oglądaliśmy aktywną grę zespołu na połowie przeciwnika. Niestety, strata piłki w 22’ zakończyła się fatalnie, bowiem rywal ukłuł nas po raz drugi. Po szybkiej wymianie piłki Jaciuka z Chojnowskim, ten drugi dorzucił ją z prawej strony szesnastki. Szybującą „kulę” musnął jeszcze głową Łysek (10-ty metr), a ta, po odbiciu się od słupka, ugrzęzła w namysłowskiej bramce.

Oszołomieni czerwono-czarni ponownie przypuścili atak na skoncentrowanego na defensywie rywala. W 24’ Jordan zagrał po prawej stronie do Kamila Błacha, jednak wgranie futbolówki przed pole bramkowe padło łupem Olszewskiego. Cztery minuty później (28’) Jordan podciągnął z piłką pod linię pola karnego, jednak w momencie strzału został zablokowany. Goście nie zamierzali odpuszczać i w 30’ znów stworzyli sobie bramkową okazję. Tym razem po lewej stronie „kulę” z głębi pola świetnie dorzucił Kamoś, a główkujący z 8 metrów Samborski (poszybował do piłki niczym Jürgen Klinsmann) przeniósł „skórę” nad poprzeczką. Nie minęła minuta, a podopieczni Bogdana Kowalczyka ponownie znaleźli się w pod bramką „Chemicznych”. Lewą stroną przedarł się Jordan, po czym odegrał do Kamila Błacha, który przy próbie uderzenia, już w szesnastce, został zablokowany. Piłka wylądowała na kornerze, po którym naciskany Żołnowski uderzył obok świątyni Olszewskiego.

W kolejnych 10-ciu minutach nasz zespół nadal operował piłką, głównie na przedpolu gospodarzy, ale niewiele z tego wynikło. Kibice ożywili się dopiero w 40’, gdy kolano Lizaka wylądowało na głowie jednego ze środkowych defensorów rywala i potrzebna była pomoc medyczna. Krótka pauza wyraźnie pobudziła czerwono-czarnych, którzy w 42’ mogli pokusić się o gola kontaktowego. Wtedy to Jordan na lewej stronie ładnie „skręcił” bocznego obrońcę, po czym mocno uderzył z ostrego kąta. Olszewski asekurował jednak krótki słupek i zdołał odbić piłkę za linię końcową. Za chwilę (43’) ponownie w roli głównej oglądaliśmy Jordana. Bartek znów zaatakował w lewym sektorze boiska, lecz przy próbie uderzenia został zablokowany. Piłkę przejęli Chemicy i momentalnie skontrowali. Dalekie podanie Chojnowskiego trafiło do Łyska, który na linii pola karnego minął (niepotrzebnie wychodzącego z bramki) Kuleszkę i skierował „skórę” do opuszczonej bramki. Namysłowianie byli w tym momencie na kolanach, a kędzierzyńskie trybuny eksplodowały uzasadnioną radością.

Ostatnim, godnym odnotowania akcentem, był korner (45+2’), z którego centrował Sadyk. Futbolówka przez moment zawisła w powietrzu, spadając w środek bramki. Nasz golkiper był jednak na posterunku i nie dał się zwieść kręcącemu piłką wiatrowi.

To było jedno z najbardziej irytujących 45 minut, jakie w bieżącym sezonie oglądaliśmy w wykonaniu Startu. Irytujące ze względu na niesprawiedliwość sportu, jakim jest piłka nożna. Czerwono-czarni rozegrali bowiem naprawdę niezłą połówkę, a schodzili do szatni z fatalnym wynikiem. Nasz zespół długimi fragmentami prowadził grę, stwarzając sobie kilka groźnych sytuacji. Tego dnia problemem drużyny była jednak skuteczność, a raczej jej brak (pomijamy nieznanego gola). Oczywiście słowa uznania należą się też gospodarzom, którzy perfekcyjnie realizowali swój plan. Skoncentrowani na defensywie, wybijali z rytmu namysłowian, a gdy nadarzała się okazja, momentalnie wyprowadzali kontratak. Pod naszą bramkę zapędzili się z szybkimi akcjami 4-krotnie, z czego trzy z nich sfinalizowali golem. Taka skuteczność podcięłaby skrzydła nawet ekipom dużo lepszym niż Start, dlatego nie dziwił fakt, że schodzący do szatni namysłowianie byli mocno oszołomieni. W tym momencie nasze nadzieje na korzystny rezultat były już bowiem iluzoryczne.

W drugą połowę lepiej weszli uskrzydleni świetnym wynikiem kędzierzynianie. W 47’ Chojnowski znalazł się w naszym polu karnym, jednak w momencie próby strzału został zastopowany i Kuleszka przejął piłkę. W odpowiedzi (53’) piłkę na 16-tym metrze otrzymał z głębi pola Kamil Błach, lecz uprzedził go Browarski. W tej samej minucie aktywny w tym meczu Jordan świetnie uderzył z prawej strony, ale jeszcze lepiej zachował się Olszewski i zapobiegł nieszczęściu. W 57’ oglądaliśmy szybką akcję „Chemicznych”, po której Sadyk nie zdołał w dobrej sytuacji opanować mocno zagranej futbolówki. Niebawem (59’) Czepul skutecznie przepchnął się z Żołnowskim i Zalwertem, ale uprzedził go Kuleszka. Później nastąpiło kilkanaście minut przestoju. Stan ten przerwał w 78’ Żołnowski, którego niepozorna próba z 20 metrów sprawiła małe kłopoty bramkarzowi rywali. Dwie minuty później (80’) odpowiedział strzałem z lewej strony Sadyk, jednak nie zdołał zaskoczyć Kuleszki, który skutecznie interweniował. O honorowe trafienie mogliśmy się pokusić w 83’, gdy po dośrodkowaniu z prawej flanki groźnie – niestety, nad poprzeczką – główkował Samborski. W 86’ bramkę mogli natomiast zdobyć kędzierzynianie, jednak namysłowski golkiper stanął na wysokości zadania i obronił strzał Ryncarza oddany z 9 metrów.

Ostatnie w tym meczu akcje przeprowadzili namysłowianie, jednak zarówno uderzenie z 20 metrów Smolarczyka (87’), jak i próba (a raczej poprawka) z rzutu wolnego Samborskiego minęły świątynię Olszewskiego.

Druga połowa nie była już tak żywa i pewnie wpływ na dosyć statyczny przebieg gry miał tu wysoki wynik. Gospodarze nadal grali bardzo solidnie w tyłach, dodatkowo przesuwając ciężar gry w okolice linii środkowej. Taką taktyką Chemik w praktyce kontrolował grę, choć wcale nie rzucił się do zdecydowanych ataków. Przy prowadzeniu 3-0 nie było takiej potrzeby. Nasz zespół nie miał już tyle miejsca na boisku i dużo trudniej przychodziło mu konstruowanie akcji. To była raczej wyrównana połowa ze wskazaniem na rozsądek i konsekwencję gospodarzy.

W sobotę przeżyliśmy deja vu. Tydzień wcześniej w Brzegu sytuacja była niemal identyczna. I nie chodzi o wynik, którym zakończył się sparing ze Stalą (przegrana również 0-3). Chodzi o fakt, że czerwono-czarni znów byli częściej w posiadaniu piłki, kreowali grę, ale byli nieskuteczni. IV-ligowcowi z Kędzierzyna-Koźla oddać należy, że perfekcyjnie wypunktował Start i w efekcie zasłużenie awansował do wojewódzkiego ćwierćfinału Pucharu Polski. To bardzo solidna jedenastka, której cel na wiosnę jest jasny – walka o awans do III ligi.

Schodząc z murawy, mocno rozczarowani piłkarze Startu podeszli do swoich fanów i podziękowali za doping. A było za co, bo rzeczywiście namysłowscy kibice spisali się na medal. Mimo fatalnego rezultatu, przez niemal całe spotkanie prowadzili żywiołowy doping, prezentując przy okazji ciekawą oprawę. Sektor kędzierzyńskich fanatyków też świetnie się zachowywał, tak werbalnie, jak i wizualnie, dlatego mecz ten był swoistą ucztą, rzadko spotykaną na opolskich obiektach. Oby takich spotkań odbywało się jak najwięcej. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy