Start Namysłów
Zaloguj Zarejestruj

Logowanie do konta

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Stwórz konto

Pola oznaczone gwiazdką (*) są wymagane.
Imię *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zweryfikuj hasło *
Email *
Zweryfikuj email *
Captcha *

Poprawnie, lecz bez błysku

Odsłony: 16816

Sobotni sparing w Kobierzycach był przedostatnim dla namysłowskiego Startu w zimowym okresie przygotowań. Można więc przyjąć, że mieliśmy do czynienia z test-meczem

na miarę przedostatniej próby generalnej. Ta nie wypadła zbyt imponująco, gdyż w rywalizacji z III-ligowym GKS-em okazaliśmy się gorsi. W ciągu 90 minut nie było widać różnicy w potencjale obu ekip. Niemniej skuteczniejsi, a przed wszystkim dużo bardziej aktywni w ofensywie byli gospodarze, którzy ostatecznie przechylili szalę na swoją korzyść, wygrywając 2-1.

Śmielej mecz zaczęli kobierzyczanie, którzy w pierwszym kwadransie zdecydowanie częściej przebywali na połowie Startu. Naszej bramce zagrozili jednak dopiero w 12’. Kozłowski uprzedził wówczas Zalwerta, lecz przestrzelił z 16-tu metrów. Chwilę później (14’) po niepotrzebnej stracie Drapiewskiego, na uderzenie z narożnika szesnastki zdecydował się Sajewicz. Kuleszka zdołał (z trudem) odbić piłkę do boku. Namysłowianie po raz pierwszy sensowną akcję pod bramką GKS-u przeprowadzili w 18’, choć strzał Samborskiego z blisko 30 metrów nie mógł w żaden sposób utrudnić interwencji Krawczykowi. Po trzech kolejnych minutach (21’) miejscowi dopięli swego, po tym jak piłka dośrodkowana spod linii końcowej (z prawej strony) poleciała na długi słupek, gdzie niepilnowany Struzik bez problemów główkował do siatki (błąd w asekuracji popełnił Zalwert, który dopuścił do uderzenia z 5 metrów). Czerwono-czarni mogli doprowadzić do remisu w 29’, gdy Szpak uruchomił podaniem ze środka Samborskiego. Rafał pognał w asyście jednego ze środkowych obrońców, po czym wbiegł w pole karne i ostro uderzył po krótkim słupku. Czujny Krawczyk nie dał się jednak zaskoczyć i sparował piłkę na korner. W kolejnych minutach gra toczyła się między obiema szesnastkami, lecz emocji nie było zbyt wiele. Te pojawiły się w 39’, gdy po faulu w polu karnym na Kamilu Błachu arbiter podyktował jedenastkę. Podszedł do niej Samborski (40’) i pewnym uderzeniem doprowadził do remisu. Za chwilę (42’) mogliśmy nawet wyjść na prowadzenie, gdy po akcji środkiem boiska, Jordan z Samborskim wybiegli naprzeciw bramkarzowi GKS-u. Bramka nie została jednak uznana, gdyż arbiter liniowy wskazał ofsajd. Akcja szybko przeniosła się na nasze przedpole, gdzie do zagranej między naszych stoperów piłki ruszył Kozłowski i Kuleszka. Obaj równocześnie doskoczyli do futbolówki, jednak sprytny gracz gospodarzy wykorzystał kontakt bramkarza rąk z jego nogami, po czym runął na murawę. Arbiter z Wrocławia (nomen omen dobrze prowadzący zawody) nie miał więc wyjścia i pokazał na kolejne „wapno”. Do piłki podszedł Parada, uderzył w lewy dolny róg bramki, ale nasz golkiper w pełni się zrehabilitował i strzał obronił! Kilkadziesiąt sekund później obie drużyny zeszły na przerwę.

Po zmianie stron GKS znów był aktywniejszy pod naszą bramką i szybko z tej taktyki wymiernie skorzystał. W 53’ jeden z rywali wbiegał z boku w szesnastkę i został nieprzepisowo zatrzymany przez Zalwerta. Pan Piotr Urycz gwizdnął więc trzecią tego dnia jedenastkę. Do futbolówki ponownie podszedł Parada, chcąc zrehabilitować się za nieudaną próbę sprzed przerwy (53’). Tym razem uderzył mocno po ziemi, lecz rzucający się w swoją prawą stronę Węglarski (zmienił w przerwię Kuleszkę) „zostawił” nogi i skutecznie zatrzymał strzał. Futbolówka wróciła w okolice 10 metra, gdzie najszybciej doskoczył do niej Biały i potężnym uderzeniem w okienko dał swojemu zespołowi ponowne prowadzenie. W kolejnych minutach namysłowianie i owszem, przedostawali się pod bramkę kobierzyczan, lecz mimo kilku groźnych dośrodkowań (z rzutów wolnych i akcji) piłka ani razu nie trafiła do właściwego adresata. Dużo groźniejsi pod bramką byli natomiast miejscowi. Jak choćby w 59’, gdy uderzenie z rzutu wolnego (z ok. 20 metrów) w świetnym stylu odbił Węglarski, a dobitka Białego trafiła w poprzeczkę. 10 minut później (69’) GKS wyprowadził akcję, po której jego gracze wparowali w naszą szesnastkę. Po szybkiej klepce do strzału z 12 metrów złożył się Gryglicki, jednak za bardzo odchylony posłał piłkę wysoko w „łapacza” (wysoka siatka za bramką). Z kolei w 87’ fenomenalną interwencją popisał się Węglarski, gdy odbił bardzo trudną piłkę nad poprzeczkę. Chwilę wcześniej z lewej strony ostro dośrodkował Cichy, a na ósmym metrze do piłki wyskoczył Zgoda, który główkował po koźle. Wszyscy widzieli już „skórę” w siatce, jednak testowany golkiper z Wrocławia w sobie tylko wiadomy sposób nie dopuścił do utraty gola.

Mecz dwóch III-ligowców w Kobierzycach nie mógł nikogo zachwycić. Owszem, na boisku oglądaliśmy sporo walki, (niepotrzebnej) zadziorności oraz ofiarności (celował w niej Szpak, który w środku pola dosłownie walczył za dwóch). Niewiele było jednak płynnych akcji, po których ręce same składałyby się do oklasków. Spory wpływ na taki stan rzeczy miała zapewne murawa. Niewątpliwie dobrze się stało, że nasz zespół mógł po raz pierwszy tej zimy wystąpić na naturalnej płycie. Ta jednak (boczne boisko GKS-u) pozostawiała sporo do życzenia (dużo nierówności i stąd kłopoty zawodników z przyjęciem piłki czy wspomnianą, płynną wymianą podań). Gospodarze posiadali więcej atutów w grze ofensywnej i okoliczność tą skrupulatnie wykorzystali. Namysłowianie grali poprawnie, w żaden sposób nie odstając od przeciwników. Nie widzieliśmy jednak w grze naszych pupili błysku. Chłopcy popełnili kilka banalnych błędów, które na dwie bramki zamienili gospodarze. A że sami ze strzelonego gola cieszyli się tylko raz, to i ostatecznie zeszli z boiska z porażką 1-2. [KK]

Zaloguj się aby móc dodawać komentarze
Komentarze | Dodaj własne
  • Brak komentarzy